Fidelity, Templeton, a może Merrill Lynch
Dodano:
Można już inwestować w zagraniczne fundusze inwestycyjne
Największe zagraniczne fundusze inwestycyjne już są obecne na polskim rynku. Pośrednikami są firmy ubezpieczeniowe Nationwide i Skandia. Pierwsza z nich umożliwia inwestowanie w fundusze zarządzane przez Franklina Templetona, Fidelity i Credit Suisse. Z oferty ostatniej firmy skorzystała też Skandia. Natomiast Merrill Lynch sam postanowił przetrzeć szlaki. To dopiero początek ofensywy.
Merrill Lynch stawia na fundusze specjalistyczne, zarejestrowane w Luksemburgu. Pierwszy z nich, o gwarantowanej stopie zwrotu, będzie działał na zasadach polskiego funduszu zamkniętego. Już od 14 lutego zbiera kapitał, który będzie inwestowany w równych częściach na rynku amerykańskim, europejskim i japońskim. W portfelu funduszu znajdą się obligacje zagraniczne firm mających wysokie oceny wiarygodności kredytowej i instrumenty pochodne oparte na największych światowych indeksach giełdowych: amerykańskim S&P 500, europejskim Eurostoxx 50 i japońskim Nikkei.
Minimalna wpłata do funduszu wynosi 5 tys. zł. Inwestycja będzie zabezpieczona. Oznacza to, że bez względu na zachowanie się giełd zagranicznych posiadacz jednostek w najgorszym wypadku odzyska swój kapitał po roku. Otrzyma też gwarantowaną dywidendę. Jej wysokość nie jest jeszcze ustalona - najprawdopodobniej wyniesie 6-8 proc. Pierwszy fundusz oferowany przez Merrill Lynch będzie można kupować m.in. w oddziałach domu maklerskiego Penetrator.
Fundusze luksemburskie powinny się cieszyć dużym zainteresowaniem polskich inwestorów. Zwolnione są bowiem ze wszelkich podatków od zysków kapitałowych. Zarówno przy wypłacie dywidendy, jak i umorzeniu jednostek.
W euro lub dolarach
- Przez wiele lat klienci z aktywami w walutach obcych byli traktowani przez instytucje finansowe po macoszemu - mówi Michał Biedzki, prezes Nationwide. - Obecnie lokując środki walutowe na depozycie bankowym, możemy liczyć na zwrot na kapitale w wysokości 1-2 proc. W tej sytuacji oferta programów walutowych dających dostęp do renomowanych funduszy zagranicznych, przynoszących dotychczas kilka bądź kilkanaście procent zysku w skali roku, jest na polskim rynku bezkonkurencyjna.
Nationwide amatorom zagranicznych inwestycji proponuje od połowy stycznia dwa programy inwestycyjne: Pin Euro Lokata i Pin Dolar Lokata. Wpłaty do obu przyjmowane są w odpowiednich walutach, co niweluje ryzyko walutowe. Natomiast aktywa inwestowane są w zależności od preferencji klienta w fundusze: akcyjne, mieszane, obligacyjne i rynku pieniężnego.
W obu programach do wyboru jest po sześć funduszy. W ciągu roku można 12 razy bezpłatnie zmieniać alokację aktywów. Przy przenoszeniu pieniędzy między funduszami nie jest pobierany podatek od zysków kapitałowych, jak się to dzieje w polskich towarzystwach funduszy inwestycyjnych. W obu programach nie ma też opłat wstępnych, cała składka jest więc inwestowana. Konkurencyjna w stosunku do polskich funduszy jest również opłata za zarządzanie, która wynosi 1,95 proc. rocznie; w wypadku polskich funduszy akcyjnych - 4 proc. Wysoka jest tylko minimalna wpłata jednorazowa - 5 tys. euro lub USD w zależności od programu - co znacznie ogranicza możliwości niektórych inwestorów.
Zainteresowani ofertą muszą się liczyć z dodatkowymi kosztami w razie zerwania umowy, która jest podpisywana bezterminowo. W ciągu pierwszych lat obowiązują bowiem opłaty likwidacyjne, uzależnione od wysokości zgromadzonych oszczędności i czasu inwestowania. W pierwszym roku wynoszą one 9 proc., a dopiero w siódmym spadają do 1 proc.
Wszyscy klienci mają dostęp do informacji o stanie swoich portfeli: telefonicznie i przez internet. W sieci mogą uzyskać nie tylko informację o wartości rachunku, jego składzie oraz historii transakcji, ale również składać zlecenia transferu środków z jednych funduszy do drugich. - W odpowiedzi na oczekiwania klientów mających kapitał w dolarach lub euro zaoferowaliśmy programy inwestycyjne ze składką wpłacaną w walucie i dostępem do ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, lokujących swoje środki w fundusze zagraniczne, dotychczas nieobecne na polskim rynku - mówi Michał Biedzki. - Wybór funduszy poprzedzony był wielomiesięcznymi analizami, wybrane zostały fundusze zarządzane przez Fidelity Investments, Franklin Templeton Investments oraz Credit Suisse Asset Management - dodaje.
Zagraniczne modele
Inwestowanie w fundusze zagraniczne umożliwia również Skandia Życie, która na użytek swoich klientów utworzyła dwa portfele modelowe: Funduszy Akcji Europejskich i Funduszy Akcji Globalnych. Zarządza nimi z Londynu Credit Suisse Asset Management.
- Portfele zagraniczne są atrakcyjną formą inwestycji (fund of funds), umożliwiającą pośredni dostęp do wielu renomowanych zagranicznych funduszy. Selekcja odbywa się spośród około 6 tys. funduszy, a wśród marek są: Artemis, Templeton, Schroeder, JOHCM Continental, Collins Stewart - wylicza Bogusław Skuza, prezes Skandii.
W skład Portfela Modelowego Funduszy Akcji Europejskich pod koniec ubiegłego roku wchodziły 22 fundusze inwestycyjne zarządzane przez 20 firm, w skład Portfela Modelowego Funduszy Akcji Globalnych - 27 funduszy i zarządzanych przez 19 firm. Inwestowanie w fundusze zagraniczne w Skandii można rozpocząć już od 10 tys. zł przy składce jednorazowej i podpisaniu umowy na sześć lat lub od 200 zł przy wpłatach regularnych. Miesięczna opłata administracyjna wynosi 11,50 zł, a roczna opłata za zarządzanie 0,50 proc. aktywów. Przy wpłatach ponad 100 tys. zł opłata jest niższa i wynosi 0,30 proc. Nie jest też pobierana opłata administracyjna.
Atak grupowy
W zagraniczne fundusze będzie można zainwestować jeszcze w tym miesiącu, korzystając z oferty Nordea Bank Polska. Na wejście na rynek czekają również trzy fundusze z grupy Citigroup - Citi FCP, CitiMoney FCP i Citi SICAV zarejestrowane w Luksemburgu, zarządzające kilkudziesięcioma subfunduszami. Dwa zagraniczne fundusze instrumentów dłużnych chce uruchomić belgijska grupa KBC. Do wejścia z ofertą funduszy luksemburskich szykuje się również Pekao SA. Na razie bank dostał zezwolenie KPWiG na sprzedaż ośmiu funduszy o różnej polityce inwestycyjnej, a jesienią swoją ofertę poszerzy o kilkadziesiąt funduszy luksemburskich Pioneera.
Oczywiście, można również inwestować bez pośredników, ale trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami, np. opłatą za przelew pieniędzy za granicę, która może wynieść nawet kilkaset złotych. Nie uniknie się też prowizji, która wcale nie musi być niższa niż pobierana w Polsce. W Fidelity wynosi ona minimum 20 dolarów. Na samodzielne inwestycje trzeba też poświęcić dużo czasu, bo trudno się zorientować w mnogości ofert. Warto więc rozważyć propozycję polskich pośredników.
Merrill Lynch stawia na fundusze specjalistyczne, zarejestrowane w Luksemburgu. Pierwszy z nich, o gwarantowanej stopie zwrotu, będzie działał na zasadach polskiego funduszu zamkniętego. Już od 14 lutego zbiera kapitał, który będzie inwestowany w równych częściach na rynku amerykańskim, europejskim i japońskim. W portfelu funduszu znajdą się obligacje zagraniczne firm mających wysokie oceny wiarygodności kredytowej i instrumenty pochodne oparte na największych światowych indeksach giełdowych: amerykańskim S&P 500, europejskim Eurostoxx 50 i japońskim Nikkei.
Minimalna wpłata do funduszu wynosi 5 tys. zł. Inwestycja będzie zabezpieczona. Oznacza to, że bez względu na zachowanie się giełd zagranicznych posiadacz jednostek w najgorszym wypadku odzyska swój kapitał po roku. Otrzyma też gwarantowaną dywidendę. Jej wysokość nie jest jeszcze ustalona - najprawdopodobniej wyniesie 6-8 proc. Pierwszy fundusz oferowany przez Merrill Lynch będzie można kupować m.in. w oddziałach domu maklerskiego Penetrator.
Fundusze luksemburskie powinny się cieszyć dużym zainteresowaniem polskich inwestorów. Zwolnione są bowiem ze wszelkich podatków od zysków kapitałowych. Zarówno przy wypłacie dywidendy, jak i umorzeniu jednostek.
W euro lub dolarach
- Przez wiele lat klienci z aktywami w walutach obcych byli traktowani przez instytucje finansowe po macoszemu - mówi Michał Biedzki, prezes Nationwide. - Obecnie lokując środki walutowe na depozycie bankowym, możemy liczyć na zwrot na kapitale w wysokości 1-2 proc. W tej sytuacji oferta programów walutowych dających dostęp do renomowanych funduszy zagranicznych, przynoszących dotychczas kilka bądź kilkanaście procent zysku w skali roku, jest na polskim rynku bezkonkurencyjna.
Nationwide amatorom zagranicznych inwestycji proponuje od połowy stycznia dwa programy inwestycyjne: Pin Euro Lokata i Pin Dolar Lokata. Wpłaty do obu przyjmowane są w odpowiednich walutach, co niweluje ryzyko walutowe. Natomiast aktywa inwestowane są w zależności od preferencji klienta w fundusze: akcyjne, mieszane, obligacyjne i rynku pieniężnego.
W obu programach do wyboru jest po sześć funduszy. W ciągu roku można 12 razy bezpłatnie zmieniać alokację aktywów. Przy przenoszeniu pieniędzy między funduszami nie jest pobierany podatek od zysków kapitałowych, jak się to dzieje w polskich towarzystwach funduszy inwestycyjnych. W obu programach nie ma też opłat wstępnych, cała składka jest więc inwestowana. Konkurencyjna w stosunku do polskich funduszy jest również opłata za zarządzanie, która wynosi 1,95 proc. rocznie; w wypadku polskich funduszy akcyjnych - 4 proc. Wysoka jest tylko minimalna wpłata jednorazowa - 5 tys. euro lub USD w zależności od programu - co znacznie ogranicza możliwości niektórych inwestorów.
Zainteresowani ofertą muszą się liczyć z dodatkowymi kosztami w razie zerwania umowy, która jest podpisywana bezterminowo. W ciągu pierwszych lat obowiązują bowiem opłaty likwidacyjne, uzależnione od wysokości zgromadzonych oszczędności i czasu inwestowania. W pierwszym roku wynoszą one 9 proc., a dopiero w siódmym spadają do 1 proc.
Wszyscy klienci mają dostęp do informacji o stanie swoich portfeli: telefonicznie i przez internet. W sieci mogą uzyskać nie tylko informację o wartości rachunku, jego składzie oraz historii transakcji, ale również składać zlecenia transferu środków z jednych funduszy do drugich. - W odpowiedzi na oczekiwania klientów mających kapitał w dolarach lub euro zaoferowaliśmy programy inwestycyjne ze składką wpłacaną w walucie i dostępem do ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, lokujących swoje środki w fundusze zagraniczne, dotychczas nieobecne na polskim rynku - mówi Michał Biedzki. - Wybór funduszy poprzedzony był wielomiesięcznymi analizami, wybrane zostały fundusze zarządzane przez Fidelity Investments, Franklin Templeton Investments oraz Credit Suisse Asset Management - dodaje.
Zagraniczne modele
Inwestowanie w fundusze zagraniczne umożliwia również Skandia Życie, która na użytek swoich klientów utworzyła dwa portfele modelowe: Funduszy Akcji Europejskich i Funduszy Akcji Globalnych. Zarządza nimi z Londynu Credit Suisse Asset Management.
- Portfele zagraniczne są atrakcyjną formą inwestycji (fund of funds), umożliwiającą pośredni dostęp do wielu renomowanych zagranicznych funduszy. Selekcja odbywa się spośród około 6 tys. funduszy, a wśród marek są: Artemis, Templeton, Schroeder, JOHCM Continental, Collins Stewart - wylicza Bogusław Skuza, prezes Skandii.
W skład Portfela Modelowego Funduszy Akcji Europejskich pod koniec ubiegłego roku wchodziły 22 fundusze inwestycyjne zarządzane przez 20 firm, w skład Portfela Modelowego Funduszy Akcji Globalnych - 27 funduszy i zarządzanych przez 19 firm. Inwestowanie w fundusze zagraniczne w Skandii można rozpocząć już od 10 tys. zł przy składce jednorazowej i podpisaniu umowy na sześć lat lub od 200 zł przy wpłatach regularnych. Miesięczna opłata administracyjna wynosi 11,50 zł, a roczna opłata za zarządzanie 0,50 proc. aktywów. Przy wpłatach ponad 100 tys. zł opłata jest niższa i wynosi 0,30 proc. Nie jest też pobierana opłata administracyjna.
Atak grupowy
W zagraniczne fundusze będzie można zainwestować jeszcze w tym miesiącu, korzystając z oferty Nordea Bank Polska. Na wejście na rynek czekają również trzy fundusze z grupy Citigroup - Citi FCP, CitiMoney FCP i Citi SICAV zarejestrowane w Luksemburgu, zarządzające kilkudziesięcioma subfunduszami. Dwa zagraniczne fundusze instrumentów dłużnych chce uruchomić belgijska grupa KBC. Do wejścia z ofertą funduszy luksemburskich szykuje się również Pekao SA. Na razie bank dostał zezwolenie KPWiG na sprzedaż ośmiu funduszy o różnej polityce inwestycyjnej, a jesienią swoją ofertę poszerzy o kilkadziesiąt funduszy luksemburskich Pioneera.
Oczywiście, można również inwestować bez pośredników, ale trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami, np. opłatą za przelew pieniędzy za granicę, która może wynieść nawet kilkaset złotych. Nie uniknie się też prowizji, która wcale nie musi być niższa niż pobierana w Polsce. W Fidelity wynosi ona minimum 20 dolarów. Na samodzielne inwestycje trzeba też poświęcić dużo czasu, bo trudno się zorientować w mnogości ofert. Warto więc rozważyć propozycję polskich pośredników.